Witam

Witam wszystkich na moim pierwszym blogu o Zutarze. Zapraszam do czytania i oceny.

sobota, 19 maja 2012

Niedotrzymane obietnice

    Mała uwaga co do nowego szablonu: na razie nie jest idealny, ale nad nim pracuję :)




    W progu lodowej sali powitał mnie znajomy zapach gulaszu z oceanicznych kunkwat. Mama Seiki’ego świetnie gotowała, czym mój przyjaciel często się chwalił i nieraz zapraszał mnie do siebie na obiad. Jego rodzice byli zawsze bardzo mili i życzliwi, za każdym razem byłam traktowana jako gość honorowy, gdy tylko pojawiałam się w ich domu. Jak to zawsze mówili: „Witamy w naszych skromnych progach”, chociaż skromne one nie były, cała trójka żyła w dostatku i byli oni najbogatszą rodziną w naszej wiosce. Nie wiem, jaki był tego powód, ale babcia ich nienawidziła. Zawsze, gdy przychodziłam do niej w odwiedziny, wylewała na nich cały swój jad i czasami używała obraźliwych słów, w stosunku do nich. Jako przykładna przyjaciółka broniłam rodziny Seiki’ego, lecz babcia zawsze przerywała mi słowami: „Niedługo dojrzysz, jakie bestie w nich drzemią”. Uważałam, że to tylko wymysły starszej kobiety.
       Stanęłam niepewnie na progu, zerkając w głąb sali. Zauważyłam kilka kobiet, stojących przy ozdobionej wstęgami ścianie. Rozmawiały, popijając niebieski płyn z kieliszków, wznosiły toasty na cześć swych mężów, synów, córek, na zdrowie i inne dobra, które pragnęły pojąć.
       Poczułam, jak ktoś bierze mnie pod ramię i ciągnie do środka. Młody mężczyzna, ubrany w tradycyjny strój Plemion Wody, z dziwnym naszyciem na płaszczu w kształcie smoka. Z moich doświadczeń wiedziałam, że nikt nie nosił takiego dodatku.
       - Miałaś tam zamiar zamarznąć? -  zapytał szyderczo znajomy głos. Skierowałam oczy na Seiki’ego i zmrużyłam powieki.
       - Nie mogłeś po prostu mnie zawołać? -  zapytałam, odchodząc do stolika z napojami. Wokół słychać było dźwięki muzyki, którą grali wynajęci przez jego rodziców, Mistrzowie Sztuki Muzycznej. Na to bynajmniej wskazywał zawieszony nad nimi lodowy napis.
       - Wszystkiego najlepszego-  powiedziałam z uśmiechem, unosząc kieliszek do góry. Seiki odwzajemnił mój uśmiech i gdy upił łyk trunku z kieliszka, uchylił się nisko i wyciągnął dłoń.
       - Mogę prosić do tańca?-  spytał.
       Podałam  mu rękę i poszliśmy na sam środek parkietu, co spowodowało u mnie niemałe zakłopotanie. Rzadko tańczyłam, a jeśli już, nie wychodziło mi to za dobrze. Lecz szesnastolatek był dobrym partnerem do tańca. Prowadził mnie znakomicie w rytm muzyki, dzięki czemu zapomniałam o strachu i miałam wrażenie, jakbym unosiła się nad ziemią.
        Po skończonym występie westchnęłam głęboko i spojrzałam na Seiki’ego, który ciężko oddychał. Po chwili jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko mojej.
         - Poczekaj na mnie po balu. Chcę ci coś powiedzieć- szepnął mi do ucha i oddalił się w stronę gości. Dopóki nie zniknął mi z pola widzenia, odprowadzałam go wzrokiem.
         Mam wrażenie, że ten wieczór będzie wyjątkowy. W końcu Seiki od dzisiaj ma szesnaście lat i posiada pełne prawo do zawarcia małżeństwa. Może Keyla miała rację? Jeżeli tak, będę najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.


          Jak obiecałam, po balu, udałam się do drzwi wyjściowych i stanęłam, z niecierpliwością czekając na to, co przyjaciel chciał mi powiedzieć. Ręce i nogi lekko mi drżały i nie potrafiłam uspokoić swoich myśli. Jeszcze nigdy nie byłam tak zdenerwowana; nawet gdy o mało co nie utopiłam się, gdy lód po którym chodziłam załamał się. Mocno trzymałam się kry, swymi delikatnymi dłońmi odzianymi w grube rękawiczki i czekałam na nadchodzącą pomoc.
         W porównaniu ze strachem, który czułam teraz, tamten wydawał się być niczym.
         Po głowie wędrowało mi tylko jedno słowo: „Seiki”. Nie dawało mi spokoju, co zaczęło mnie denerwować, ale także przynosiło ukojenie. Już niedługo podejdzie do mnie, powie tę ważną wiadomość i… jestem niemal pewna, że zmieni ona moje życie; zmieni je na lepsze.


         Westchnęłam głęboko, gdy ostatni goście już opuścili przyjęcie. Czekałam już długo, aż wreszcie w budynku nie było nikogo, prócz dozorcy, który wykorzystując okazję, rozkoszował się trunkami i jedzeniem. Wyglądało to nieco komicznie- wpychał sobie do ust wszystko, co dostało się w jego ręce, jakby bał się, że zaraz wszystko zabiorą. Był tak zajęty jedzeniem, że nawet mnie nie zauważył; jeśli jednak mnie widział, musiał zapewne stwierdzić, że jestem nieszkodliwa i mogę zostać.
         Czas płynął, a ja nadal czekałam na Seiki’ego. Zaczęłam się już niecierpliwić, a nogi uginały się już z bólu. Przykucnęłam oparta o ścianę i ugięłam kolana, ciągnąc je bliżej siebie. W mojej głowie zaczęła panoszyć się myśl, że jednak się nie zjawi. Może był to tylko żart, może zapomniał o spotkaniu, może…
         Może w ogóle nie chciał mi niczego mówić.
         Otarłam słoną łzę i schyliłam niżej głowę.
         -Przyjdzie, przyjdzie, przyjdzie- powtarzałam do siebie, lekko kiwając się w przód i w tył.
         Dobiegł mnie odgłos czyiś kroków. Byłam pewna, że to mój przyjaciel. Poczułam ciepłą dłoń na ramieniu i podniosłam głowę, mając pewność, że ujrzę twarz Seiki’ego. Ale myliłam się.
         Nade mną stała młoda kobieta, ubrana w odświętny strój, którego całe piękno przysłaniał fartuch. Ciemne loki spływały do połowy pleców i wirowały, gdy się nieco poruszyła.
        -Powinnaś iść już do domu- stwierdziła zimnym tonem. Nie był on ani nieprzyjemny, ani miły; był... obojętny.
         -Wiem, ale czekam na kogoś- otarłam ostatnią łzę i wstałam, dzięki czemu byłam na równi ze służącą.
         -Można wiedzieć, na kogo?- zapytała wykrzywiając twarz, co ukazało jej zmarszczki na czole.
         -Na Seiki’ego- powiedziałam szeptem, jakby bojąc się, że zaraz zrobi się niemiło.
         Kobieta wybuchła szyderczym śmiechem, po czym spojrzała na mnie ostrymi jak szkło oczami.
         - Ten dzieciak wyjechał stąd zaraz po rozpoczęciu się balu- wyjaśniła- Nawet lepiej.- dodała odwracając wzrok.- Tak, czy inaczej, nie ma go tutaj i ciebie także nie powinno już być- warknęła wypychając mnie siłą z sali. Próbowałam stawiać opór, lecz bezskutecznie. Dręczyły mnie jej słowa:             „Wyjechał stąd”- tylko tyle zdołało do mnie dotrzeć.
          Jak otumaniona wędrowałam do domu. Mimo, że prowadziła do niego prosta droga, nie mogłam tam dotrzeć. Co róż błądziłam w jakiś zaśnieżonych uliczkach. Pustym wzrokiem wpatrywałam się w rozgwieżdżone niebo, jakby szukając pocieszenia i jakichkolwiek wyjaśnień. Lecz nie było nic. Jedynie pustka i cisza, którą przerywał mój oddech.
            -Wyjechał- powiedziałam głośno i pobiegłam do swego igloo ze łzami w oczach. Zamknęłam lodowe drzwi od swojego pokoju i uderzyłam pięścią w ścianę.
            Jak mógł mi to zrobić? Co on sobie wyobraża? Nienawidzę go!
            Nigdy mnie nie okłamał, zawsze obiecywał to, co zdoła wypełnić i zawsze to robił. Dzisiaj było inaczej; tej nocy się zmienił. Zmieniło się wszystko, jakby nagle przeniesiono mnie do innego świata.
            Moje życie legło w gruzach. Nie mam już nikogo.


            Niechętnie otworzyłam oczy, z których znów popłynęły stróżki łez moczące moją suknię. Nie miałam pojęcia, kiedy usnęłam. Byłam  tak przejęta wszystkim, co miało miejsce wczoraj, że zapomniałam się przebrać i wykąpać. Teraz wyglądałam jak ostatnie nieszczęście. Nikt nie może zobaczyć mnie w takim stanie.
            Westchnęłam głęboko, próbując pozbyć się dręczących mą głowę myśli. Chciałam zacząć ten dzień optymistycznie; może to, co wczoraj mi powiedziano było nieprawdą? Widać było, że służąca mnie nie lubi, mogła skłamać w sprawie Seiki’ego, aby tylko się mnie pozbyć.
            Uśmiechnęłam się lekko i założyłam codzienne, błękitne ubranie. Z sąsiedniego pomieszczenia dochodziły mnie głosy szurania butów o lodową podłogę i skórę fokmorsów. Z pewnością to babcia szykowała już śniadanie, a być może i obiad. Nie miałam zielonego pojęcia, czy jest to wczesny ranek, czy może południe. Nasz świeczkowy odmierzacz czasu stał w jadalni, gdzie wszyscy go widzieli wykonując swe codzienne obowiązki.
             Otworzyłam niepewnie drzwi, które wczoraj doznały ciosów mojej pięści. Były na nich nawet niewielkie zagłębienia, co oznaczało, że byłam niewyobrażalnie wściekła na wszystko, co mnie otaczało- a co najważniejsze, na siebie.
               Powitał mnie ciepły uśmiech babci i średnia miska gulaszu. Ochoczo zabrałam się do jej opróżnienia, gdy napotkałam badawczy wzrok starszej kobiety.
               -O co chodzi?- zapytałam biorąc łyk z miski.
               -Nic ci nie jest?- zapytała spokojnie. Spojrzałam na nią pytająco, a ona westchnęła i usiadła obok mnie, kładąc swą dłoń na mojej.- Wiem, że jest ci ciężko i nie musisz tego ukrywać. Wszyscy mamy świadomość, co miało miejsce wczoraj na balu.- wyjaśniła. Zaczęłam obawiać się najgorszego.- Naprawdę  mi przykro.
               -On… Seiki…- wymamrotałam, jak otumaniona patrząc prosto w jej mroźne oczy- Seiki… nie… nie mógł wyjechać.- wyszeptałam, czując jak łzy już się zbierają w mym oku.
               -Przykro mi- odparła bez żadnego uczucia. W głębi serca wiedziałam, że tak naprawdę wcale nie było jej przykro; od dawna chciała już wypędzić rodzinę Seiki’ego z wioski.
               Ale mimo to, przytuliłam się do niej mocno i zaczęłam szlochać. Kobieta trzymała mnie w ciasnym uścisku, cierpliwie czekając aż sama się odsunę. Za to byłam jej wdzięczna- potrafiła słuchać w milczeniu nawet płaczu.
               Jednak szybko rozpacz odeszła w nicość, pozostawiając uczucie nadziei. Tak! Muszę go odnaleźć.
              Otarłam pospiesznie łzy i spojrzałam na pomarszczoną twarz staruszki przyglądającej się mi troskliwie.
              -Wiesz, gdzie on może być?- zapytałam, zupełnie zapominając o  smutku, który jeszcze chwilę temu był moim jedynym towarzyszem.
               Chwilę czekałam na odpowiedź, jednak niebieskie oczy ciągle się we mnie wpatrywały, jakby za coś przepraszając i błagając, abym o wszystkim zapomniała. Nie, abym zapomniała o Seiki’m.
               Spuściłam oczy i wybiegłam z domu, nie mając na sobie praktycznie nic, prócz sukienki, którą zawsze nosiłam. Trzepotałam się z zimna, lecz dzielnie brnęłam przez śnieg, otulając szczelnie ramionami swe ciało. Nie obchodziło mnie teraz nic. Musiałam zobaczyć mojego najlepszego przyjaciela; zapytać dlaczego mnie opuścił, chociaż zawsze był dla mnie i nigdy nie zostawiał samej w potrzebie. Dlaczego ośmielił się skłamać mi prosto w twarz, a potem zniknąć bez słowa wyjaśnienia. Chciałam dowiedzieć się wszystkiego. Poznać odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania.
                Nie wiedziałam, że powinnam wtedy wziąć się w garść i wrócić do domu. Nie miałam zielonego pojęcia, że ta determinacja przyczyni się do mojej zguby…